Można nie pić pięć, dziesięć, a nawet kilkanaście lat. Można nie wracać do alkoholu, narkotyków czy dawnych zachowań i z zewnątrz wyglądać jak człowiek, który dawno zamknął za sobą drzwi do uzależnienia.
A jednak w głowie wciąż tam mieszkać.
Znam osoby, które po wielu latach abstynencji z niemal chirurgiczną precyzją potrafią opowiedzieć każdą dramatyczną scenę ze swojego dawnego życia. Pamiętają awantury, upokorzenia, momenty utraty kontroli i sytuacje, w których znalazły się naprawdę blisko własnego dna.
I chcę od razu powiedzieć bardzo wyraźnie: pamięć o własnym uzależnieniu jest potrzebna.
Świadomość tego, dokąd prowadził pierwszy kieliszek, pierwsza kreska czy powrót do dawnego zachowania, może chronić przed ponownym wejściem w stary schemat.
Problem zaczyna się gdzie indziej.
Wtedy, gdy człowiek przestaje pamiętać swoją historię, a zaczyna w niej mieszkać.
Kiedy przeszłość przestaje być przestrogą
Wyobraź sobie osobę, która od kilkunastu lat nie pije.
Spotykasz ją na mitingu, podczas rozmowy albo przy zwykłej kawie i po raz kolejny słyszysz szczegółową historię jej upadku.
Jak piła. Jak straciła kontrolę. Jak wyglądało jej dno. Jak było źle.
I po pewnym czasie pojawia się we mnie pytanie:
A co z dzisiaj?
Jak radzisz sobie we wtorek o 15:00, kiedy wszystko idzie nie tak?
Co robisz, kiedy pokłócisz się z partnerem? Jak przeżywasz smutek? Jak budujesz bliskość? Jak radzisz sobie ze zwyczajnym, nudnym dniem bez alkoholu? Skąd czerpiesz radość? Czego nauczyłeś się o sobie w zeszłym tygodniu?
Bo właśnie tutaj zaczyna się dla mnie bardzo ważna różnica.
Czym innym jest powiedzieć:
„Moje życie było ruiną. Pamiętam o tym i dlatego dzisiaj wybieram trzeźwość”.
A czym innym przez kolejne lata celebrować każdy szczegół tej ruiny, jakby poza nią nie istniało już nic więcej.
Nie chcę odbierać nikomu jego historii
Ten temat może budzić emocje, dlatego chcę postawić bardzo wyraźną granicę.
Nie krytykuję mitingów, grup wsparcia ani tradycji dzielenia się doświadczeniem. Szanuję ich znaczenie i wiem, jak ważnym elementem zdrowienia mogą być dla wielu osób.
Nie mówię również: „zapomnij o swoim uzależnieniu”.
Mówię o czymś zupełnie innym.
O momencie, w którym narzędzie mające pomagać człowiekowi odzyskać wolność zaczyna zamieniać się w jego bezpieczną klatkę.
Bo można uwolnić ciało od substancji, a jednocześnie przez następne kilkanaście lat trzymać umysł przywiązany do własnego dna.
Trzeźwość nie powinna oznaczać wyłącznie niepicia. Chodzi również o uczenie się życia bez ciągłego powracania do dawnych mechanizmów.
Mózg uczy się tego, co powtarzamy
Nasz mózg jest plastyczny. Uczy się poprzez doświadczenie i powtarzanie.
Lubię wyobrażać sobie utrwalone schematy jak ścieżki w lesie.
Jeżeli przejdziesz jakąś drogą raz, może szybko zarosnąć. Jeżeli jednak chodzisz nią przez miesiące i lata, staje się coraz łatwiejsza do odnalezienia.
Najpierw jest ścieżka. Potem droga. A w końcu możemy wyobrazić ją sobie jak szeroką autostradę.
Teraz pomyśl o człowieku, który fizycznie nie pije od kilkunastu lat, ale nieustannie wraca do szczegółowych, silnie emocjonalnych wspomnień związanych z okresem uzależnienia.
Po raz kolejny wraca do strachu. Wstydu. Głodu. Ucieczki. Upadku. Zagrożenia.
I znowu idzie tą samą drogą.
Zamiast budować przede wszystkim nowe drogi, wciąż wraca na starą autostradę.
Dlatego w zdrowieniu tak ważne jest nie tylko to, od czego odchodzimy, ale również to, czego uczymy się w zamian.
Podobny mechanizm opisuję również w artykule „Jak ogarniać emocje?”. Umiejętność zauważenia i nazwania tego, co dzieje się w naszym wnętrzu, jest jednym z elementów wychodzenia z automatycznych sposobów reagowania.
Pamiętać to nie znaczy przeżywać bez końca
Trudne wspomnienia są częścią naszej historii. Nie chodzi o to, żeby je wymazywać czy udawać, że nic się nie wydarzyło.
Ważna jest jednak różnica pomiędzy świadomym przepracowywaniem przeszłości a ciągłym odtwarzaniem tego samego skryptu.
W psychoterapii możemy wracać do trudnych wydarzeń po coś:
- żeby je zrozumieć,
- żeby zobaczyć mechanizm,
- żeby nazwać emocje,
- żeby nadać doświadczeniu nowe znaczenie,
- żeby wyciągnąć wnioski,
- żeby nauczyć się nowych sposobów reagowania.
Ale jeśli od wielu lat opowiadasz tę samą historię w ten sam sposób, z tym samym napięciem i bez żadnej nowej refleksji, warto zadać sobie pytanie:
Czy ja jeszcze pracuję z przeszłością, czy już ją tylko odtwarzam?
Zrób świadomy STOP
Mam dla Ciebie proste ćwiczenie.
Następnym razem, kiedy zauważysz, że w rozmowie albo we własnej głowie ponownie zaczynasz szczegółowo odtwarzać historię swojego dawnego upadku, zatrzymaj się.
Nie walcz ze wspomnieniem. Nie próbuj go wymazać.
Powiedz sobie:
„Znam tę historię. Wiem, czego mnie nauczyła. Teraz wracam do dzisiaj”.
A potem świadomie skieruj uwagę na teraźniejszość.
- Co dzisiaj zrobiłem inaczej?
- Jak poradziłem sobie z trudną sytuacją?
- Jakiej reakcji nauczyłem się zamiast starego mechanizmu?
- Co potrafię dzisiaj, czego nie potrafiłem pięć lat temu?
Jeżeli jesteś na początku tej drogi i próbujesz zrozumieć mechanizmy uzależnienia, przygotowałam również bezpłatny e-book „Nałóg nie jest Twoim charakterem”. Napisałam go po to, aby pomóc spojrzeć na uzależnienie nie jak na wadę charakteru, ale problem, którego mechanizmy można zacząć rozumieć.
Czy potrafisz wytrzymać zwyczajność?
Jest jeszcze jedna rzecz, o której rzadko się mówi.
Po latach życia w uzależnieniu zwyczajność może być trudna.
Nie ma skrajnych emocji. Nie ma katastrofy. Nie ma euforii. Nie ma ciągłego gaszenia pożarów.
Jest poniedziałek.
Zmywanie naczyń. Zakupy. Praca. Rozmowa. Kubek herbaty. Cisza.
I właśnie ta zwyczajność może okazać się wyzwaniem.
Dlatego chcę zaproponować Ci kolejne ćwiczenie.
Codziennie wybierz jedną zwyczajną czynność i wykonaj ją bez dodatkowych bodźców.
- Zmyj naczynia bez telefonu.
- Postój w kolejce bez patrzenia w ekran.
- Usiądź na kilka minut z kubkiem herbaty.
- Nie włączaj filmu.
- Nie scrolluj.
- Nie zajmuj natychmiast czymś głowy.
Po prostu pobądź.
I obserwuj.
Czy natychmiast pojawia się potrzeba stymulacji? Czy ręka automatycznie sięga po telefon? Czy głowa zaczyna produkować problemy do rozwiązania? Czy pojawia się napięcie?
Wtedy możesz powiedzieć sobie:
„Uczę się, że spokój i brak skrajnych emocji mogą być bezpieczne”.
To mogą być tylko dwie minuty.
Nie potrzebujesz od razu wielkich przełomów. Zmiana bardzo często zaczyna się od małych rzeczy.
Jeśli trudno Ci nawet określić, co właściwie w takich chwilach czujesz, pomocna może być przygotowana przeze mnie lista emocji i uczuć. Czasami pierwszym krokiem nie jest poradzenie sobie z emocją, tylko nauczenie się jej rozpoznawania.
A może strach stał się Twoim strażnikiem trzeźwości?
Jest jeszcze głębsza warstwa tego problemu.
Czasami człowiek wraca do historii swojego upadku, ponieważ boi się, że jeśli przestanie o nim pamiętać, wróci do nałogu.
„Muszę pamiętać, jak było źle”.
„Muszę się bać”.
„Jeśli przestanę się bać, stracę czujność”.
I wtedy opowiadanie historii może stać się sposobem na odzyskiwanie poczucia bezpieczeństwa.
Pojawia się lęk przed nawrotem. Wracam więc do opowieści o swoim dnie. Przypominam sobie koszmar i ponownie czuję, że „się pilnuję”.
Tylko czy zdrowienie ma polegać wyłącznie na pilnowaniu się?
Zdrowienie nie powinno oznaczać skuteczniejszego pilnowania więzienia. Chodzi o to, żeby któregoś dnia naprawdę zacząć z niego wychodzić.
Co słyszy człowiek, który dopiero zaczyna?
Pomyślmy teraz o kimś, kto nie pije od miesiąca.
Nie wie jeszcze, czy da radę. Przychodzi na spotkanie i szuka nadziei.
Chce zobaczyć człowieka, który nie pije od kilkunastu lat, i pomyśleć:
„Można. Da się zbudować życie”.
A zamiast tego przez godzinę słyszy wyłącznie szczegółową rekonstrukcję dawnego koszmaru.
Co może wtedy pomyśleć?
„Tyle lat trzeźwości, a on nadal żyje swoim dawnym nałogiem?”
„To po drugiej stronie naprawdę niczego więcej nie ma?”
Nie każda historia upadku daje nadzieję.
Czasem znacznie więcej nadziei daje historia życia po upadku.
Twoja przeszłość jest częścią biografii, a nie adresem zamieszkania
Jeżeli masz za sobą lata abstynencji i rozpoznajesz siebie w tym tekście, nie chcę Cię oceniać.
Chcę Ci raczej podać rękę.
Twoja historia jest ważna. Być może uratowała Ci życie. Być może pomogła również komuś innemu.
Ale dzisiaj może już nie być miejscem, w którym musisz mieszkać.
Możesz powiedzieć:
„Piłem. Było strasznie. Wyciągnąłem wnioski”.
Kropka.
Nie musisz codziennie rozdrapywać rany, żeby wiedzieć, że kiedyś bolała.
Być może nadszedł moment, żeby zdjąć kombatancki mundur i zacząć budować życie, w którym trzeźwość jest fundamentem, ale nie jedyną rzeczą, która Cię definiuje.
Kim jesteś dzisiaj?
Weź kartkę papieru. Mam dla Ciebie trzy zdania.
Dokończ każde z nich, ale postaw sobie jeden warunek:
Ani razu nie odwołuj się do swojego uzależnienia.
1. Dzisiaj moją największą siłą w codziennym życiu jest…
Nie pisz: „to, że nie piję”.
Poszukaj głębiej.
2. Kiedy jest mi trudno, uspokajam się dzięki…
Co robisz dzisiaj? Jak dbasz o siebie? Czego się nauczyłeś?
3. Moje życie w tym miesiącu skupia się wokół…
Nie wokół niepicia.
Wokół czego?
Rodziny? Relacji? Pracy? Ogrodu? Podróży? Nauki? Bliskości? Twórczości? Zwyczajnego spokojnego życia?
Jeśli trudno Ci odpowiedzieć na te pytania bez odwoływania się do nałogu, być może właśnie odkryłeś coś bardzo ważnego.
Trzeźwość to także nauka życia z emocjami
Alkohol czy inne zachowania nałogowe bardzo często przez lata pełnią określoną funkcję. Pozwalają uciec, odciąć się, zmniejszyć napięcie albo na chwilę nie czuć tego, co jest trudne.
Dlatego po odstawieniu nałogu pozostaje jeszcze jedno bardzo ważne zadanie: nauczyć się rozpoznawać i przeżywać własne emocje bez konieczności uciekania od nich.
Jeżeli chcesz lepiej zrozumieć ten obszar, przeczytaj również mój artykuł „Jak ogarniać emocje?”.
Możesz także skorzystać z programu „Nawigacja po świecie Emocji”, w którym krok po kroku pokazuję, jak lepiej rozumieć emocje, własne reakcje i mechanizmy, które wpływają na nasze zachowanie.
Zejdź z pomnika kombatanta
Twoje dno nie musi być najciekawszą rzeczą, jaka Ci się w życiu przydarzyła.
Naprawdę.
Opowiedz mi, kim jesteś dzisiaj.
Jak poradziłeś sobie wczoraj z trudną rozmową z szefem bez znieczulacza?
Jak uczysz się bliskości?
Jak reagujesz na złość?
Jak przeżywasz smutek?
Jak odpoczywasz?
Jak radzisz sobie ze zwykłym wtorkiem?
Właśnie tutaj widzę prawdziwą odwagę.
Nie w spektakularnej historii o tym, jak głęboko kiedyś upadłeś.
Tylko w tym, że dzisiaj potrafisz żyć.
Normalnie.
Czasem nudno. Czasem trudno. Czasem pięknie.
Bez znieczulenia.
Prawdziwa korona trzeźwości nie polega na tym, że pamiętasz każdy szczegół swojego upadku. Polega na tym, że potrafisz żyć w ciszy własnego, normalnego, dzisiejszego dnia.
I być może właśnie ta zwyczajna codzienność jest największą inspiracją, jaką możesz dać człowiekowi, który dopiero zaczyna swoją drogę do wolności.
Wolisz posłuchać?
Ten temat omawiam również w podcaście „Nie pijesz od lat, ale wciąż żyjesz nałogiem? Pułapka wspominania własnego dna”.
Marzena Ciesielska
psychoterapeutka, terapeutka uzależnień
założycielka Centrum Terapii SOS
ponad 20 lat doświadczenia w pracy z pacjentami

