Kobieta tłumiąca emocje, zasłaniająca twarz rękami

Jak przestać tłumić emocje? Poznaj metodę „rury emocjonalnej”

Cześć, kochani podróżni.

Często słyszę w gabinecie: „Marzena, nie będę czuć radości, bo to bez sensu. Ucieszę się, a za chwilę diabeł machnie ogonem i będzie problem. Po co mi szczęście, które zaraz się skończy?”. Albo: „Jak mogę czuć dumę, skoro tyle rzeczy w życiu nawaliłam?”.

Za każdym z tych pytań stoi to samo: nawyk tłumienia emocji. I dziś chcę Wam pokazać, jak przestać to robić — krok po kroku, bez psychologicznego żargonu.

Słuchajcie, to jest pułapka. Myślenie, że nie możesz pozwolić sobie na radość, bo trwa chwilę, to tak, jakbyś nie brał oddechu, bo przecież za sekundę będziesz musiał go wypuścić. Emocje to są sekundówki i minutówki, a nie wyroki na pół roku. Dziś nauczę Was, jak przestać je blokować, bo to właśnie blokowanie, a nie same emocje, powoli Was niszczy.

Dlaczego śmieci śmierdzą?

Wyobraź sobie, że w Twoim środku jest rura. Przez nią powinny swobodnie płynąć emocje – te miłe i te trudne. Ale Ty stawiasz tam zapory. Bo boisz się bólu, bo nie wiesz, co czujesz.

To jest jak ze śmieciami w kuchni. Jeśli ich nie wynosisz, zaczynają śmierdzieć. Czy to wina śmieci, że się rozkładają? Nie, one po prostu robią to, co do nich należy. To Twoja wina, że ich nie opróżniasz.

Tak samo jest z emocjami. One się pojawiają, bo wspomnienie albo sytuacja coś przywołały. To jest właściwy i prawidłowy czas tej emocji – ona chce wyjść, uwolnić się i dać Ci spokój. A Ty ją kisisz. I potem dziwisz się, że masz ataki paniki, głody nałogowe albo że „wywaliło Cię z trampek” przy błahej kłótni.

Boisz się silnych emocji, że jak je otworzysz, to Cię rozłożą na łopatki? Popłakanie sobie pół wieczora nie zabija, a oczyszcza, uwalnia z napięcia, które nosisz. Potem będzie lżej, choć w trakcie przeżywania emocji czujesz ból, smutek, przygnębienie. I to normalne. To Cię nie zniszczy, kiedy je poczujesz. Zniszczy Cię uciekanie od nich.

Zamiast kłócić się w swojej głowie z emocją i próbować ją powstrzymać siłą woli, robisz sobie krzywdę – i nie dziw się, że masz ataki paniki czy nawracający lęk, albo głód. Blokujesz nurt rzeki, czyli nurt płynących emocji zgodny z tym, co aktualnie się dzieje, tworząc jakieś udziwnione zapory, a potem jesteś zaskoczony: „ooo, wywaliło mnie z trampek”. Nie zatrzymasz nurtu rzeki, nie wyhamujesz emocji.

Skoro teraz zrobiło Ci się ciepło na serduszku, czujesz radość czy wzruszenie – okaż to, powiedz komuś: „ej, wzrusza mnie to, co mówisz, dziękuję za te słowa”. Puść tę emocję wolno, nazwij ją, uświadom sobie i niech sobie leci. Za pięć minut ta sama osoba może wywołać smutek czy poirytowanie – i powiedz to, wyraź albo tylko uświadom sobie, mówiąc: „to, co mówisz, mnie martwi i zasmuca, trudno mi się tego słucha, bo czuję przygnębienie”. Nazywaj własne emocje zamiast je blokować. Niech się wyrażą. Wyrażą się i pójdą sobie. Pojawią się kolejne. A tak – nie dosyć, że przychodzą nowe, to stare kisisz.

Kiedy ich nie wyrazisz, nie zechcesz zauważyć, że coś czujesz, i spróbować to nazwać (więcej o tym, jak ogarniać emocje, pisałam już wcześniej), niektóre z tych sytuacji będą Cię wręcz prześladować. Głowa będzie wracać myślami do tej sytuacji i zaczniesz mielić ją znowu. Ale to mielenie bez obejrzenia, co się wydarza w Twoich emocjach, ma taki sens jak drapanie się po owsikach, licząc, że to ostatni raz na dziś. Nic to nie pomoże.

Potrzebujesz rozłożyć to na stole i kroić ten tort, kawałek po kawałku, bo na raz się nie da – torcik staje się nie do strawienia, zemdli. Emocji też nie przeżyjesz raz, na szybko. Nawet te stare trzeba powoli ogarnąć. Niektóre same pójdą. Jak już zaczniesz oczyszczać rurę emocjonalną, wiele starych same odpadną. I pewnego dnia mówisz: „o rety, jest lepiej, nic się nie wydarzyło, a jest lepiej”. A wydarzyło się dużo – pochylałeś się nad emocjami, opiekowałeś się nimi, więc i siebie zacząłeś tym samym traktować serio. I tyle wystarczy.

Duchy przeszłości na rowerze

Ostatnio na sesji usłyszałam taką historię. Mój klient zabiera małego chłopca na rower. Chce go nauczyć odwagi, namawia do zjazdu z górki. Dziecko się boi. Klient widzi ten lęk i nagle… coś w nim pęka. Niby wracają do domu, jest okej, ale on od miesiąca to mieli. „Czy byłem za ostry?”, „Czy go skrzywdziłem?”.

Na sesji odkrywamy, że to nie był lęk tego dziecka. To była stara rana mojego klienta. On jako dziecko był przymuszany i nierozumiany. Jego umysł zlepił sytuację „tu i teraz” z jego własnym cierpieniem sprzed lat. Zobaczył w oczach syna ten charakterystyczny lęk, który tak często sam miał w sobie, i mimo że jest dorosły, doskonale pamiętał te emocje.

Jeśli coś „mielisz” w głowie tygodniami, to znaczy, że stare emocje przykleiły się do nowych i zrobiły zator w rurze. Więc tak ważne jest, kiedy czujesz, że mielisz coś za długo – to zapewne chodzi o to, że coś Twojego starego się odpala i połączyło się zgrabnie z aktualną sytuacją, i trzeba się zatrzymać, to odkleić, ustalić, co jest tego dziecka, a co Twoje. I wtedy odzyskujesz większy porządek w emocjach.

Narzędzie: 6 kroków uprawomocnienia (oczyszczanie rury)

Jak to odkleić? Jak przestać mielić? Potrzebujesz uprawomocnienia – czyli dania sobie prawa do tego, co czujesz. Zastosujmy to do mojego klienta z historii o rowerze:

  1. Uważność – zauważam: „oho, znowu o tym myślę, mój brzuch jest ściśnięty”.
  2. Odzwierciedlenie – mówię na głos: „czuję ogromny niepokój związany z tą sytuacją na rowerze”.
  3. Czytanie w myślach – pytam siebie: „czy ja się boję o to dziecko, czy ja się boję, że jestem taki jak moi surowi rodzice?”.
  4. Kontekst historyczny – „zrozumiałe, że tak panikuję, bo jako dziecko słyszałem tylko awantury. Mój mózg po prostu próbuje chronić to dziecko przed tym, co ja przeżyłem”.
  5. Normalizacja – „każdy, kto miał taką historię jak ja, dzisiaj martwiłby się tak samo. Nie jestem wariatem, jestem człowiekiem z przeszłością”.
  6. Radykalna szczerość – przyznaję: „to mnie autentycznie boli. To jest mój smutek za tamtym małym mną. Opiekuję się tym uczuciem”.

Te sześć kroków możesz zastosować do każdej sytuacji, która „miele się” w Twojej głowie dłużej niż powinna.

Cena blokady: somatyka i nałóg

Jeśli nie będziesz nazywać emocji po imieniu – jeśli na Ewcię będziesz mówić Zofia – ona poczuje się zignorowana. I wróci jako refluks, szczękościsk, wrzody żołądka czy problemy z sercem.

Co najgorsze, zapchana rura nie przepuści też radości. Znam osoby wiecznie posępne – to ich tarcza przed rozczarowaniem. Ale ta tarcza to więzienie. Często, kiedy w końcu poczują ekscytację, jest ona tak silna, że nie umieją jej pomieścić i… uciekają w nałóg, żeby się „znieczulić” od szczęścia. To bardzo smutne – nie móc być trzeźwym w radości.

Krojenie tortu

Kochani, rury emocjonalnej nie udrożnicie kretem w płynie. To jest powolne pochylanie się nad sobą. To jest krojenie tortu – kawałek po kawałku. Jak zaczniesz nazywać emocje, rura zacznie puszczać. I pewnego dnia powiesz: „jest lepiej”. Nic wielkiego się nie wydarzyło, ale Ty zacząłeś traktować siebie serio.

A to – mówię Wam z gabinetu – wystarczy, żeby zacząć.


Jeśli czujesz, że temat zapchanej rury emocjonalnej dotyka Cię bardziej, niż chciałbyś przyznać — możesz zacząć od małych kroków. Sporo osób zaczyna od pracy z emocjami w swoim tempie, np. poprzez kurs Nawigacja po świecie Emocji, gdzie krok po kroku uczymy się je nazywać i wyrażać. A jeśli wolisz porozmawiać o swojej konkretnej sytuacji – skontaktuj się z nami. Nie musisz robić tego sam.